niedziela, 15 grudnia 2013

#1. Foto tydzień (9-15 XII 2013)

Uwielbiam oglądać fotorelacje z minionego tygodnia na waszych blogach. Ostatnio zdarzyło mi się trzymać aparat w ręce znacznie częściej niż zwykle, dlatego postanowiłam wybrać kilka z powstałych zdjęć i również podzielić się z wami kawałkiem mojej codzienności. 

Pasta z awokado najlepsza na "drugośniadaniowe" kanapki!

Takie późne wieczory i wczesne poranki lubię najbardziej. W tym tygodniu zasypiam i budzę się z wampirem Louisem.

Eksperymenty w kuchni. Seler z przyprawami (oregano, czosnek, zioła prowansalskie) w roli frytek.

Moje małe tygrysiątko w końcu pozwoliło sobie zrobić kilka zdjęć!

Dzięki mamie w domu już pachnie świętami. A ile frajdy miał mój młodszy brat przy ich zdobieniu... 


Znajdź Fitmiracle na facebooku.

piątek, 13 grudnia 2013

Poszukując motywacji, czyli 10 inspirujących cytatów

Nowy rok już tuż tuż, a więc i czas gdy mamy największą ochotę zmienić coś w swoim życiu. Właśnie jestem na etapie tworzenia listy postanowień noworocznych i przy okazji poszukuję dodatkowych pokładów motywacji zamkniętej w słowach. Poniżej dziesięć cytatów, które w ostatnim czasie spodobały mi się najbardziej. Trzy podkreślone aspirują do rangi moich nowych mott życiowych ;)

  1. Klucz do sukcesu: porzuć bezpieczeństwo, w którym dziś się znajdujesz dla tego, kim możesz się stać.
  2. Osoba, która nigdy nie popełniła błędu, nigdy nie odważyła się spróbować czegoś nowego.
  3. Tydzień ma siedem dni. "Kiedyś" nie jest jednym z nich.
  4. Twoje życie jest pewną wiadomością dla świata. Upewnij się, że będzie inspirująca.
  5. Najsilniejsze osobowości przetrwają w najbardziej destruktywnym środowisku.
  6. Urodziłeś się z możliwością zmiany czyjegoś życia na lepsze. Nie zmarnuj tego.
  7. Nie możesz mieć lepszego jutra, jeśli cały czas myślisz o dniu wczorajszym.
  8. W życiu nie ma błędów, są tylko lekcje.
  9. Mamy dwa życia - to drugie zaczyna się, gdy dociera do nas, że tak naprawdę mamy tylko jedno.
  10. Najlepszą metodą przewidywania przyszłości jest jej tworzenie.


"Study while others are sleeping; work while others are loafing; prepare while others are playing; and dream while others are wishing."
- William Arthur Ward



Znajdź Fitmiracle na facebooku.

środa, 4 grudnia 2013

Joga w drodze do szpagatu

Na mojej liście z postanowieniami (zadaniami, wyzwaniami) noworocznymi od kilku lat pojawia się szpagat. Szczerze mówiąc, zaczyna mnie powoli łapać frustracja. Ilekroć podejmuję walkę, zniechęcam się góra po dwóch tygodniach. Wszystko dlatego, że strasznie nie lubię rozciągania, bo moim zdaniem jest po prostu nudne. Co prawda, nie zaniedbuję obowiązkowych 5-10 minut po treningu, ale to stanowczo za mało (przynajmniej w moim przypadku) by wypracować szpagat.

Jako że ostatnio coraz poważniej myślę o wprowadzeniu jogi do mojego planu treningowego, a marzenie o szpagacie za cholerę nie chce się zatrzeć, wpadłam na pomysł by połączyć te dwie rzeczy. Akurat natknęłam się niedawno na całkiem fajny zestaw.


Tak więc podejmuję kolejną próbę z wielką nadzieją, że będzie to już ostatnia ;)


Znajdź Fitmiracle na facebooku.

czwartek, 7 listopada 2013

Filozofia odchudzania według panny Grey - anty dieta


Według mnie wszystko, co nazywa się "dietą" jest be. Słowo dieta sugeruje (choć niesłusznie), że sposób odżywiania jaki przyjmujemy jest tylko chwilowy (pisałam już o tym w poście "Fatum słowa dieta"). Zwykle zmiany jakie wprowadzamy na rzecz tej danej diety są wręcz drastyczne dla naszego organizmu (spore obcięcie kalorii z dnia na dzień, wykluczenie podstawowych składników, itp), a to już na starcie kłóci się z zasadami zdrowego odżywiania. Kiedy udaje się nam osiągnąć cel wagowy, kończymy dietę, która nam w tym pomogła i wracamy do normalnego trybu żywienia, jaki prowadziliśmy wcześniej. Co wtedy się dzieje? Kilogramy wracają! Nie stałoby się to, gdybyśmy zamiast drakońskich diet wprowadzili po prostu parę ulepszeń do naszego dziennego jadłospisu (pilnowanie równych odstępów między posiłkami, rezygnacja z tłustych potraw, duże ilości warzyw i owoców, ciemne pieczywo zamiast białego, itd). Takie zmiany nie tylko wyszłyby nam na dobre, ale przede wszystkim nie spowodowałyby, że odczulibyśmy, że odchudzanie jest udręką, bo nie oszukujmy się - "jestem na diecie" w 99% przypadków znaczy "chcę być piękna, więc cierpię". Tym bardziej za głupotę uważam wszystkie monodiety np. typu WO, gdzie przez określoną liczbę dni dozwolone są wyłącznie surowe warzywa i owoce. No wybaczcie, ale już sam fakt , że jest ograniczenie czasowe (nie wolno stosować tej diety dłużej niż bodajże 30 dni) sugeruje, że coś tu musi być nie tak. A dieta kopenhaska? To dopiero są cuda niewidy! Przez 13 dni się wręcz głodzimy, a później jedynie do zagwarantowanego przyjścia efektu jojo cieszymy się spadkiem na wadze, który i tak jest fikcyjny (nie tracimy tłuszczu, głównie wodę, a nawet mięśnie). I ja się pytam - po co to wszystko? Odchudzanie powinno być radosnym czasem, bo przecież teoretycznie z każdym dniem zbliżamy się do naszych marzeń. Powiedziałam to już nie raz i nigdy nie przestanę powtarzać, że kluczem do sukcesu w absolutnie każdej dziedzinie (a więc i w zrzucaniu zbędnych kilogramów) jest zdrowy tryb życia. Zdaję sobie sprawę z tego, że pewnie momentami brzmię jakbym miała obsesję. Przetestowałam to na sobie i wierzcie mi, że nie potrzebujecie żadnej diety, by być szczupłe! To jest naprawdę aż tak proste! To my sobie cały ten proces bezsensownie utrudniamy. 

NIE dla:
- bilansów poniżej 1500 kcal
- monodiet
- JAKICHKOLWIEK DIET!!

TAK dla:
- aktywności fizycznej
- kolorowego jedzenia




PS. Jeśli macie jakieś pytania odnośnie odchudzania, potrzebujecie rady czy wsparcia, służę pomocą.  




Znajdź Fitmiracle na facebooku.

wtorek, 22 października 2013

Fatum słowa "dieta"

Wszyscy, którzy chociaż raz w życiu starali się zrzucić kilka zbędnych kilogramów, wiedzą, że odchudzanie to bardzo ciężka walka psychiczna. Praca, którą trzeba wykonać na treningu jest nieporównywalna, z tą która toczy się gdzieś tam w środku nas. Prawdą jest, że wszystko siedzi w naszej głowie i sukces w głównej mierze zależy od sposobu myślenia. 

"Przechodzę na dietę", "jestem na diecie" i tak dalej...

Bez przerwy wszędzie pojawia się to słowo "dieta", które de facto stało się już niemal synonimem odchudzania. A niesłusznie! Dieta oznacza (z gr.) „styl życia", a więc jest to po prostu sposób odżywiania, ale to tak tylko na marginesie.


W odniesieniu do tego, co powszechnie się między nami utarło, słowo dieta sugeruje, że sposób odżywiania jaki praktykujemy, jest tylko chwilowy. Kolokwialnie mówiąc, zmiana w grafiku z dokładnie określonym deadline'm. Mówimy "przechodzę na dietę, bo chcę pozbyć się 5 kilogramów", co w praktyce oznacza, że mamy zamiar jeść warzywka i pieczywo wasa tak długo aż nie będziemy lżejsi o tą upragnioną piątkę, czyż nie? A gdy się już to stanie, będziemy mogli zwolnić tempa i przestawić się z powrotem na tryb "grzeszki dozwolone".

To właśnie myśl o tym, że po osiągnięciu celu będziemy mogli wrócić do ulubionych smakołyków sprawia, że trudniej wytrwać nam w postanowieniach i nasze plany o szczuplejszej sylwetce idą wniwecz. Tak działa ludzka psychika. Bo po co czekać na spełnienie marzenia, które wymaga czasu, skoro jest coś takiego, co mogę mieć już teraz i również sprawi mi przyjemność? Nie kalkulujemy tego, które z tych pragnień jest dla nas ważniejsze. Wobec chwilowych zachcianek bywamy bardzo słabi.

Poza tym fakt, że jesteśmy na diecie, sprawia, że czujemy się deprawowani przez samych siebie. Podświadomie ograniczamy swoją wolność poprzez kolejne zakazy i nakazy. "Jestem na diecie więc nie wolno mi jeść tego, tego i jeszcze tego, dodatkowo muszę robić to i to." To kolejny czynnik, który powoduje, że odchudzanie staje się jeszcze trudniejsze, a jakby tego było mało - narażamy się na sytuację, w której po przebrnięciu przez tą cholerną dietę "w nagrodę" rzucamy się na to, co było nam do tej pory zabronione i... kilogramy wracają. I po co?

Moja rada w tym wypadku jest taka: wyrzucamy słowo dieta z naszego słownika (ewentualnie używamy go tylko mówiąc o ogólnym sposobie odżywiania - zgodnie z definicją), stwierdzamy, że ZMIENIAMY STYL ŻYCIA NA ZDROWSZY i przyzwyczajamy się do myśli, że praktycznie już na zawsze będziemy starać się prawidłowo komponować posiłki i wybierać wartościowe produkty. Bo tak naprawdę czemu nie? To wcale nie oznacza, że jesteśmy zmuszeni pozostać na diecie odchudzającej do końca życia! Nikt nie każe nam jeść nisko kalorycznie (w domyśle dietetycznie), bo przecież zdrowe odżywianie nie oznacza głodowych porcji jedzenia, a wręcz przeciwnie! Kilogramy i tak będą spadać! Grunt to nie popadać w skrajności. Dzięki temu skazujemy się po prostu na sukces, bo odchudzanie w ten sposób będzie czystą przyjemnością, a przede wszystkim będziemy cieszyć się zdrowiem i kondycją na długie lata.

Do diabła z dietami, zdrowy styl życia to jest to!

piątek, 18 października 2013

Mój treningowy dziennik


Dobra organizacja to jeden z kluczy do sukcesu. Odkąd prowadzę dziennik treningów, wygospodarowanie czasu na aktywność fizyczną jest o wiele prostsze. Ponadto jest on dla mnie ogromnym źródłem motywacji i wsparcia w momentach lenistwa.


Na każdy miesiąc tworzę osobną tabelkę, w której zapisuję treningi (pusta kratka lub napis REST oznacza, oczywiście, brak treningu), ale również takie informacje jak choroba, alkohol i tym podobne. Zielone kółko pojawia się, gdy jadłospis danego dnia nie budził zastrzeżeń, z kolei czerwony krzyżyk, gdy niestety nie udało mi się utrzymać czystej michy. /Tak, wiem... początek października nie zachwyca./

Przykładowe strony z mojego dziennika.
Przy każdym miesiącu znajduje się osobna, mała tabelka, w której zaznaczam dni bez słodyczy. Są też tzw. checkpointy, gdzie zapisuję moje aktualne wymiary, "rekordy" i kontroluję postępy.


Chyba na najwięcej uwagi zasługują tabelki miesięczne w odniesieniu do konkretnego zestawu ćwiczeń/ sprzętu/ dyscypliny, które znacie już na przykład z postów podsumowujących akcję RoweroweLove. Zakolorowane kratki pomagają mi wizualnie kontrolować systematyczność treningów, a przy okazji są świetną motywacją, bo przecież im więcej zostanie ich w tygodniu zaznaczonych, tym satysfakcja jest większa. Obok zapisuję datę wraz z krótką informacją, która pozwala mi nadzorować ewentualne postępy lub regresy. Zazwyczaj na koniec całość podliczam, np. w przypadku roweru stacjonarnego ilość przejechanych kilometrów, przy skakance ilość skoków i tak dalej... a w następnym miesiącu staram się ten wynik pobić.

PS. Prowadzicie takie dzienniki?


Znajdź Fitmiracle na facebooku.

czwartek, 10 października 2013

Trening vs. dieta - co ważniejsze?

Wokół nas nieustannie krąży informacja, że na fit sukces składa się 70% diety + 30% treningów. Wszyscy pasjonaci fitnessu, których znam, powtarzają to jak mantrę. Ja jednak się z tym do końca nie zgodzę.


Owszem, zdrowa dieta, czyli tzw. czysta micha, jest szalenie ważna i jeśli zaniedbujemy ten aspekt, możemy praktycznie pożegnać się z jakimikolwiek rezultatami. Jeśli jednak odpuścimy w kwestii aktywności fizycznej i nie będziemy trenować z takim samym zaangażowaniem z jakim pilnujemy jadłospisu, efekty (a raczej ich brak) będą takie same. Dlatego według mnie jeśli już przekładać wzór na sukces na procenty, rozkład powinien być równy, czyli 50% diety  50% treningu.

Trening bez zdrowego odżywiania (i odwrotnie) nie istnieje. Za śmieszne uważam przekonanie, że wystarczy 30 minut ćwiczeń 3 razy w tygodniu, by cieszyć się dobrą kondycją i świetną sylwetką. Staramy się odżywiać zdrowo każdego dnia, więc i z aktywnością powinno być podobnie. Nie mam tu na myśli codziennych treningów, ale przynajmniej 5 razy w tygodniu po 40 minut to według mnie minimum (zawsze zawzięcie dążę do tego wyniki, mimo że bywają takie tygodnie, kiedy się to po prostu nie udaje). To jest moje zdanie i trzymam się go praktycznie od samego początku przygody z fitnessem. Takie podejście do sprawy jeszcze nigdy mnie nie zawiodło.

Pod ostatnim postem (podsumowanie września 2013) padło pytanie, jak to zrobiłam, że straciłam w 30 dni aż 4 cm z talii. Odpowiedź jest prosta: traktowałam trening i zdrową dietę na równym poziomie.
tekst edytowany


Znajdź Fitmiracle na facebooku.


sobota, 5 października 2013

Podsumowanie września 2013 i czteromiesięcznej akcji RoweroweLove

Już 5 października, a u mnie nie było jeszcze podsumowania września! Na fejsbukowym fanpejdżu bloga wspominałam, że przestój w publikowaniu postów wynika z tego, że moje życie nabrało ostatnio ogromnego tempa. Wszyscy, którzy zaczęli właśnie swoje pierwsze studia, na pewno rozumieją, o czym mówię :)


Legenda:  greyowski - trening mojego autorstwa, zielone kółko - czysta micha, czerwony krzyżyk - zawalony jadłospis.

Wrzesień treningowo był przeciętnym miesiącem (zdecydowanie za dużo RESTów w rozpisce), pod względem michy podobnie, jednak jeśli chodzi o efekty końcowe, sama nie mogę uwierzyć, że moje wymiary aż tak się zmieniły. Ostatnio (od kilku miesięcy) byłam w nieco gorszej formie, ale postanowiłam ostro wziąć się za siebie i oto rezultaty:

Ramię 25 -> 24,5 cm
Talia 70 -> 66 cm
Brzuch 89 -> 83 cm
Biodra 100 -> 95,5 cm
Uda 58,5/59 -> 56/57 cm
Łydka 36 -> 35,5 cm
= - 20 cm w 30 dni

Pierwszy pomiar został wykonany na początku września, drugi pierwszego października. Jeszcze jakieś 15 cm i wrócę do wymiarów sprzed kryzysu. :)

Na październik nie mam żadnych fitnessowych planów ani celów. Studia i przeprowadzka do miasta, którego prawie nie znam to całkiem nowa sytuacja dla mnie i nie mam pojęcia, czego się spodziewać. Nie dopuszczam jednak do siebie myśli, że mogłabym zrobić sobie przerwę od treningów. Jeszcze nie wiem, jak to wszystko zorganizuję, gdzie, kiedy i co będę ćwiczyć, ale na pewno nie zrezygnuję z aktywności fizycznej.

RoweroweLove - wrzesień 2013 na rowerze stacjonarnym 


Liczba treningów:  8
Przejechanych kilometrów: 116  

Nie jest źle, ale szału też nie ma. Cieszę się, że to już koniec tej czteromiesięcznej akcji. Rower stacjonarny zawsze był dla mnie tylko nieco nudną alternatywą dla moich tradycyjnych treningów, gdy dopadało mnie lenistwo i niestety ta akcja tego nie zmieniła. 

Pozostałe podsumowania: czerwiec, lipiec, sierpień

A rozpiska całych czterech miesięcy wygląda tak:




Znajdź Fitmiracle na facebooku.

środa, 25 września 2013

5 wideo inspiracji - uwierz w siebie, ograniczenia nie istnieją

Przemierzając youtube w poszukiwaniu inspiracji, trafiłam na kilka ciekawych filmików. Sprawiły, że od razu poczułam w sobie większa motywację nie tylko do treningów, ale przede wszystkim do życia na najwyższych obrotach. Pomyślałam, że podzielę się z wami pięcioma z nich, które najbardziej zapadły mi w pamięci.

Już od dawna moim faworytem i ulubieńcem jest Will Smith. Facet ma głowę na karku i wie, co mówi. Jego słowa - "Osoba, która pracuje najciężej, wygrywa" - stały się jakiś czas temu moim mottem życiowym. Wiecie, co jest według niego kluczem do życia?

Dwa pierwsze filmiki znalazły się już kiedyś na fejsbukowym fanpejdżu bloga.







Znajdź Fitmiracle na facebooku.

poniedziałek, 23 września 2013

Jak schudnąć i nie zwariować

Jestem zwykłą dziewczyną, a my mamy to do siebie, że czasem lubimy sobie ubzdurać, że przydałoby się nam zrzucić te 2-3 kg. W moim przypadku to "czasem" do tej pory zdarzało się dosyć często. W związku z tym z przymrużeniem oka mogę powiedzieć, że jeśli chodzi o odchudzanie, mam naprawdę solidny bagaż doświadczeń. 

Próbowałam przeróżnych sposobów. Muszę również przyznać, że z niektórych nie jestem dumna. Najważniejsze jednak, że teraz mam znacznie większą wiedzę niż wówczas, gdy owe błędy popełniałam i więcej ich już nie powtórzę.


Przede wszystkim dieta odchudzająca wcale nie musi być nieprzyjemnym czasem wyrzeczeń opierającym się tylko na odliczaniu dni do końca. Nie ma nic lepszego niż zrzucanie kilogramów poprzez zmianę nawyków na lepsze, a więc dzięki prowadzeniu zdrowego trybu życia. To właśnie ten sposób jest według mnie najprzyjemniejszy i przede wszystkim najskuteczniejszy. Dbamy o swoją kondycję i samopoczucie, a przy okazji chudniemy - brzmi fantastycznie, prawda? Gdy odrzucamy ideę diet i stosujemy się tylko do ogólnie przyjętych zasad zdrowego odżywiania, ryzyko efektu jojo jest znacznie mniejsze, a szansa na wytrwanie w swoich postanowieniach momentalnie wzrasta.

Można chudnąć nie odmawiając sobie słodyczy, a już tym bardziej za głupotę uważam stronienie od owoców. Owszem, są źródłem cukrów, ale przecież nie można zapominać, że są również ogromną bombą witaminową. Zauważyłam, że najwięcej emocji wzbudzają banany - ze względu na dużą zawartość węglowodanów, są odradzane osobom na diecie, a ja wam właśnie powiem, że szczerze je polecam. Nie wiem, czy istnieje owoc, który ma w sobie więcej wartości odżywczych. Poza tym jestem żywym dowodem na to, że jedząc przynajmniej (!) jednego banana dziennie, nadal można chudnąć. Sprawa podobnie ma się z ziemniakami, makaronami i pieczywem. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego są aż tak demonizowane. Wszystko jest dla ludzi, ale trzeba pamiętać o umiarze.

Walcząc o nową sylwetkę bardzo łatwo popaść w obsesję. Moim zdaniem najważniejsze jest, by nie dopuścić do tego, by odchudzanie znalazło się na pierwszym miejscu w naszej hierarchii wartości. Zrzucanie kilogramów powinno być tylko tłem naszej codzienności, a nie całą jej treścią.

Nie twierdzę, że nie potrzebujemy planu, bo mimo wszystko jest on dosyć istotny. Jestem jednak przeciwniczką sztywnych rozpisek, w których za żadne skarby nie można nic zmieniać. Uważam, że znacznie wygodniej mieć po prostu lekki zarys tego, co i jak chcielibyśmy osiągnąć. Osobiście trzymam się założenia, że nie każdy dzień musi być perfekcyjny, ale najważniejsze by każdego dnia starać się być lepszą niż byłam wczoraj i w moim przypadku sprawdza się to doskonale.

Nie sposób też nie wspomnieć, że wszystko staje się łatwiejsze, gdy zaakceptujemy nasz aktualny wygląd, który jeszcze nieco odbiega od tego ideału, który zrodził się nam w głowie. Trzeba pamiętać, że przecież każdy kolejny dzień zbliża nas do celu, a oddala od tego "punktu krytycznego", który spowodował, że podjęliśmy decyzję o przejściu na dietę.


Na TAK:
  • akceptacja swojego ciała już na startowym etapie, kiedy jeszcze nie do końca wyglądamy tak, jakbyśmy tego chciały 
  • wiara we własne możliwości
  • realne cele
  • cierpliwość
  • zachowanie umiaru
Na NIE:
  • drastyczne obcinanie kalorii w dziennym jadłospisie
  • unikanie owoców 
  • rygor, czyli mnóstwo zakazów i nakazów
  • skupianie się tylko na diecie i zaniedbywanie treningów


Znajdź Fitmiracle na facebooku.

czwartek, 19 września 2013

5 głównych zasad odchudzania

Zrzucanie wagi nie musi być katorgą. Multum zakazów, nakazów i sztywny plan, którego trzeba się za wszelką cenę trzymać? Brzmi to naprawdę nieciekawie i zniechęcająco. A przecież można chudnąć znacznie przyjemniej... 5 poniższych zasad to podstawa mojego przepisu na sukces. 


Diety cud nie istnieją
Jeśli ktoś obiecuje wam minus 3 kg (i więcej) w tydzień, wiejcie czym prędzej. Owszem, jest to możliwe. Znam osoby, którym udało się zbić nawet i po 5 kg w ciągu siedmiu dni, ale sęk w tym, że po pierwsze jest to szalenie niebezpieczne dla zdrowia, po drugie na 100% w szybkim tempie te kilogramy wrócą do was z pokaźną nadwyżką, po trzecie zniszczycie sobie tym metabolizm i po czwarte w ten sposób nie pozbędziecie się tłuszczu, bo żeby go spalić, potrzeba znacznie więcej czasu i przede wszystkim ciężkiej pracy. Jaki jest sens w narażaniu swojego zdrowia (a nawet życia!) dla niższej liczby na wadze, skoro i tak wizualnie nie będzie to zbyt satysfakcjonująca zmiana, a w dodatku nie będzie to trwałe?

Wspomagacze to placebo
Chrom by rzekomo uporać się z miłością do słodyczy, magiczne herbatki typu Figura 1 albo co gorsza - jakieś tabletki, które miałyby rzekomo spalać za nas tłuszcz. Chyba nie chcecie mi powiedzieć, że wierzycie w takie bajki?

Waga, NIE wyrocznia
Waga ciała przechodzi naturalne wahania (nawet do plus 2 kg!), które nie są spowodowane naszymi błędami w sposobie odżywiania czy zaniedbaniem ćwiczeń. Na ogół nie jesteśmy w stanie kontrolować ilości zatrzymanej wody w naszym organizmie ani zawartości jelit, a to właśnie z tych dwóch źródeł biorą się owe wagowe nadwyżki, które pojawiają się z dnia na dzień. Z tego powodu ważenie się częściej niż raz w tygodniu nie ma najmniejszego sensu. Nie dajmy się zwariować. Odchudzanie to bardzo powolny proces.

Bez restrykcji
Przejście na dietę odchudzającą wcale nie musi równać się rezygnacji z tego, co lubicie najbardziej. Zawsze powtarzam, że wszystko jest dla ludzi, ale najważniejsze, by zachować umiar. Nie ma nic złego w ziemniakach, bananach czy nawet w czekoladzie, o ile nie przesadzacie z ilością. Im więcej zakazów, tym z zasady ciężej wytrwać w postanowieniach.

Bez pracy nie ma kołaczy
Nie rozumiem, dlaczego tak wiele odchudzających się osób uważa aktywność fizyczną za przykry obowiązek, a nawet karę za nieprzestrzeganie ustalonego jadłospisu. Trening to niesamowicie istotna kwestia w procesie odchudzania i tak naprawdę powinien być dla nas nagrodą, bo ćwicząc spalamy tłuszcz, wzmacniamy mięśnie, modelujemy ciało i dbamy o kondycję, a tego w pojedynkę nie da rady zapewnić nam nawet najzdrowsza dieta. Co więcej - nic nie uszczęśliwia bardziej od potężnej dawki endorfin. Wniosek jest prosty - chcesz mieć piękne ciało? Pokochaj aktywność fizyczną!



Znajdź Fitmiracle na facebooku.

wtorek, 10 września 2013

Before & after: metamorfozy (3)



Co do powyższej metamorfozy mam pewne wątpliwości. Czy sylwetka "after" nie jest już przypadkiem ZBYT szczupła? Co sądzicie?


^ Kolejna odrobinę kontrowersyjna metamorfoza. Zmiana jest ogromna, ale osobiście nie wiem, czy chciałabym tak wyglądać.

źródło: tumblr.com

Znajdź Fitmiracle na facebooku.

wtorek, 3 września 2013

Trenuj z Savannah. Wyzwanie na hulanie

Jaki jest najłatwiejszy i jednocześnie najprzyjemniejszy sposób na piękne wcięcie w talii, brak boczków i płaski brzuch? Odpowiedź jest prosta - HULA HOP

Oczywiście, jest to subiektywna opinia. Hulam już prawie dwa lata (z większą lub mniejszą częstotliwością), świetnie się przy tym bawię, a mój brzuch mi tylko za to dziękuje. Wszyscy doskonale wiemy, że nie istnieje coś takiego jak miejscowe spalanie tłuszczu i jest to fakt potwierdzony naukowo, a mimo to przy pomocy hula hopu to, co teoretycznie jest niemożliwe staje się możliwe. Nie jestem w stanie wytłumaczyć, jak to się dzieje, ale możecie mi wierzyć na słowo, że hulanie jeszcze nigdy nie zawiodło mnie w kwestii pozbywania się oponki i "tuningowania" brzucha, a dodam, że jestem w posiadaniu najzwyklejszego hula hopu (bez obciążenia czy masażera). 

Nie wierzysz? Przekonaj się sama! :)

W związku z powyższym przygotowałam dla was kolejne wyzwanie z cyklu "Trenuj z Savannah". Mam wielką nadzieję, że uda mi się zarazić was hulaniem tak jak było to w przypadku skakanki. 


Jak nieraz już wspominałam jestem sceptycznie nastawiona do wyzwań trwających powyżej 7-10 dni, ponieważ uważam, że zamiast determinować wręcz zniechęcają i nudzą. Oczywiście, nie należy spodziewać się spektakularnych efektów po tych zaledwie pięciu dniach, bo to przecież w sumie tylko 66 minut hulania i trzeba być tego świadomym. Jednak z drugiej strony to wystarczająco dużo czasu, by zakochać się w hula hopie i zauważyć pewne niewinne zmiany zawierające ogromny potencjał na przyszłość.

Z własnego doświadczenia wiem, że z pewnością nie będziecie żałować :)
Zapraszam!


*Na mój przykładowy trening z hula hopem składa się zazwyczaj nie mniej niż 15 i nie więcej niż 40 minut ciągłego hulania plus przynajmniej jeden dowolny zestaw ćwiczeń na mięśnie brzucha (np. któryś z wymienionych w TYM poście).


Znajdź Fitmiracle na facebooku.

sobota, 31 sierpnia 2013

Czytajcie etykietki!

Szukałam szybkiego sposobu na drugie śniadanie. W ręce przypadkiem wpadła mi akurat Activia naturalna, która zazwyczaj w ogóle nie gości w moim jadłospisie. Z przyzwyczajenia spojrzałam na etykietkę. 


Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to kaloryczność (która swoją drogą jest najmniej istotna). Nie przyglądając się za dużo, stwierdziłam, że kubeczek zawiera 86 kcal. Zdziwiłam się, bo to znacznie mniej niż jogurty naturalne (porównywalnie podobnej wielkości), które do tej pory znajdowały się w mojej lodówce.


No, fajnie, ale po bliższym zapoznaniu się z etykietką okazało się, że to wartość dla jednej porcji (125g), a nie całego kubeczka (175g) tak jak początkowo myślałam.


Nie dość, że wyznaczyli dosyć nietypową porcję (zwykle jest to 100g, prawda?), to w dodatku kto dzieli jeden mały kubeczek na kilka razy i to w tak dziwnych proporcjach (125g : 50g)? Nie liczę kalorii i nie przejmuję się nimi za bardzo, więc w sumie tak czy inaczej w niczym mi to nie przeszkodziło, ale po prostu poczułam się w pewien sposób oszukana. Firma Danone bezczelnie chciała mnie upolować CHŁYTEM marketingowym! :D

Zauważyliście, jak teraz zarabia się na odchudzaniu? Ile ostatnio weszło na rynek produktów light? O! Albo takie chwyty jak ten. Ludzie rzadko zwracają uwagę na szczegóły etykiet wybierając produkty w sklepie, a powszechnie utarło się, że to co ma mniej kalorii, jest lepsze, więc chyba nikogo nie dziwi, skąd pomysł ze strony Activi na takie zagranie.

***

Post dotyczy akurat najmniej ważnej kwestii - kalorii, jednak warto czytać etykietki głównie dla składu. Ogólnie im mniej składników, tym lepiej (to bardzo uproszczona zasada). Osobiście jeśli widzę jakąś dziwną nazwę, która brzmi przerażająco chemicznie, od razu odkładam dany produkt na półkę, a już tym bardziej gdy ta nazwa jest powiązana z azotem.


Znajdź Fitmiracle na facebooku.

czwartek, 29 sierpnia 2013

Z cyklu Savannah opowiada o swoich doświadczeniach: co daje mi sport?

Niedawno dostałam propozycję wzięcia udziału w akcji autorstwa Mary Emily pod tytułem: co daje nam sport. Od razu spodobał mi się ten pomysł, ponieważ nie ulega wątpliwościom, że tego typu inicjatywy przyczyniają się do propagowania i rozpowszechniania idei zdrowego trybu życia. Moim zadaniem jest opisanie subiektywnych korzyści, które czerpię z aktywności fizycznej. 


Oprócz mnie w akcji biorą udział:
Maggie, Daria, Helena, Iza, Justine, Justyna, Magda, Mokah, Nebeskaa, Sylwia i oczywiście pomysłodawczyni, Mary Emily.
Jeśli ktoś z was ma ochotę się przyłączyć, zapraszamy! Akcja jest otwarta :).



Radość
Potreningowe endorfiny (hormony szczęścia) sprawiają, że uśmiech nie schodzi mi z twarzy przez długie godziny, a nawet najgorszy dzień błyskawicznie zmienia się w udany. Odkąd ćwiczę, stałam się znacznie pogodniejszą osobą w porównaniu do tego smutasa, którym kiedyś byłam. Ogromną radość sprawia mi również zarażanie miłością do fitnessu innych ludzi!




Zdrowie
Nie od dziś wiadomo, że sport to zdrowie. Mam więcej energii, mniej choruję, moja kondycja nieustannie się poprawia. Im więcej trenuję, tym bardziej mimowolnie dbam o to, by na moim talerzu znajdowały się tylko zdrowe rzeczy. Poza tym aktywny styl życia trzyma moje myśli z dala od przeszłości związanej z zaburzeniami odżywiania.




Ładniejsza sylwetka
To chyba nikogo nie dziwi, że zdrowa żywność połączona z ruchem skutkuje poprawą sylwetki. Nie inaczej jest również w moim przypadku, mimo że być może aktualnie słabo to po mnie widać (prawdopodobnie wplątałam się w zaburzenia hormonalne, ale spokojnie, poradzę sobie i z tym!).




Poczucie przynależności
Zawsze powtarzam, że człowiek to istota społeczna i lubi czuć, że nie jest sam. Każdy z nas potrzebuje swojego miejsca na ziemi i ludzi, którzy nadają na tych samych falach, co my. Fit społeczność jest niesamowita! Teoretycznie obcy sobie ludzie tworzą jedną, wielką rodzinę. Przykładowo na pewno niejednemu z was zdarzyło się podczas treningu przybić piątkę mijającemu was biegaczowi, mimo że widzieliście się dopiero pierwszy raz w życiu, prawda?



Pewność siebie
Kiedyś byłam niesamowicie zakompleksioną dziewczyną z niską samooceną i znikomą pewnością siebie; teraz ciężko mnie złamać jakimś przykrym słowem, bo zdrowy tryb życia sprawił, że zaakceptowałam wszystkie swoje mankamenty i niedoskonałości, co więcej - część z nich dzięki treningom zniknęła bez śladu! Szczerze polubiłam swoje ciało, mimo że w przeszłości darzyłam je przeogromną nienawiścią. To znacznie ułatwiło mi życie, bo nie ma nic gorszego niż płochliwa dziewczyna, która widzi w sobie same negatywy.



Apetyt na życie
O tym, jak zdrowy tryb życia pozytywnie wpływa na moje postrzeganie świata pisałam już w poście "Piękno zdrowego trybu życia". Treningi połączone ze zdrowym odżywianiem dają nieziemskiego kopa dobrej energii, która budzi we mnie kreatywność i ambicję. Zrozumiałam, że samo bierne przyglądanie się i zazdroszczenie tym, którzy spełniają swoje marzenia jest totalnie bez sensu, bo niby dlaczego ja nie mogę być jednym z nich? Odkąd żyję aktywnie, jestem bardziej zmotywowana, by brać życie w swoje ręce. Chcę być człowiekiem sukcesu i dążę do tego zawzięcie!




Odwaga
Jeśli udaje mi się pokonywać swoje słabości w najtrudniejszych dla mnie fitnessowo-sportowych wyzwaniach, dlaczego mam poddawać się w walce ze strachem, który pojawia się czasem w przeróżnych, życiowych sytuacjach? Treningi nauczyły mnie, że przeciwności losu nic nie znaczą, gdy mam w sobie siłę i odwagę, by stawić im czoła.




Poznaję swoje granice, a później je przekraczam
To, co wcześniej było niemożliwe staje się możliwe. Mowa tu zarówno o sferze fizycznej, jak i psychicznej. Wszystko opiera się na ustalaniu celów i dążeniu do nich bez względu na to, jak trudne są do osiągnięcia. Tylko to, co jest dla nas wyzwaniem, pozwoli nam się rozwinąć.




Znajdź Fitmiracle na facebooku.

środa, 28 sierpnia 2013

12 cytatów o sukcesie w sporcie

Słowa mają w sobie ogromną moc - dają do myślenia, motywują, inspirują. Uwielbiam wszelkie cytaty niosące budujące przesłania! Zapraszam do zapoznania się z 12 cytatami o sukcesach i sporcie. Mam nadzieję, że w waszych oczach okażą się one tak samo determinujące, jak w moich.

1. Amatorzy ćwiczą aż im wyjdzie, eksperci - aż nie może im nie wyjść. ~ Faith Duck
2. Cokolwiek umysł może sobie wyobrazić, ciało jest w stanie osiągnąć. ~ Napoleon Hill
3. Jesteś jedyną osobą na świecie, która może wykorzystać twój potencjał. ~ Ziglar Zig
4. Nigdy nie mów nigdy, ponieważ granice takie jak strach są zazwyczaj tylko iluzją. ~ Michael Jordan
5. Musisz uwierzyć w siebie gdy nikt inny w Ciebie nie wierzy. To czyni Cię zwycięzcą. ~ Venus Williams
6. Czas kiedy zaczynasz mówić, co by się stało gdybym przegrał, oznacza że już przegrałeś. ~ George Shultz
7. Sukces to maksymalne wykorzystanie możliwości jakie masz. ~ Zig Ziglar
8. Prawdziwa decyzja jest mierzona poprzez fakt podjęcia nowego działania. Jeśli nie ma działania – tak naprawdę nie podjąłeś decyzji. ~ Tony Robbins
9. Wielkie umysły mają cele, inni mają życzenia ~. Washington Irving
10. Jak trenujesz, tak będziesz walczyć. ~ Bruce Lee 
11. Trzeba dążyć do perfekcji mimo, że nigdy się jej nie osiągnie. Jedynie w pogoni za perfekcją możemy zrobić jakiś znaczący krok do przodu. ~ Zbigniew Bartman 
12. Najlepszy czas, by zacząć był wczoraj. Kolejny najkorzystniejszy termin jest teraz.

"I wanna be EVERYTHING. I wanna be a runner, a CrossFitter, a weightlifter, I wanna do yoga and pilates like it’s no one’s fucking business, I wanna box, and surf, play soccer, and volleyball, and basketball, hockey, lacrosse, track, water polo, swimming, rugby, tennis, baseball and softball, pitch 100 mph, I wanna rock climb real fucking rocks, and swim across the whole Pacific Ocean, I wanna train like nothing in the world has ever mattered so much, I want sweat to pour down my face, down my whole entire body, I wanna kick you in the ass, kick everyone in the ass, kick myself in the ass and push as hard as I can and never ever fucking stop until I get to the one place that I crave so badly it hurts and FINALLY UNLEASH MY INNER BEAST." ~ Tumblr.com


Znajdź Fitmiracle na facebooku.

środa, 21 sierpnia 2013

Co z tym wypalaniem mięśni?

Według statystyk bloggera non stop ktoś trafia na mojego bloga poprzez próby wyszukania w google informacji na temat "wypalania mięśni" - co to jest, jak to się robi i tak dalej. Myślę, że warto w tym momencie wyjaśnić to i owo. Wyprowadźcie mnie z błędu, jeśli palnę teraz głupotę, ale  zawsze sądziłam, że to jest tylko fitnessowy żargon!


Wypalać mięśnie znaczy po prostu ćwiczyć, trenować. Wzięło się to stąd, że przy wysiłku często czujemy przyjemne/nieprzyjemne (niepotrzebne skreślić) pieczenie, ciepło w mięśniach, które właśnie pracują. W żadnym wypadku nie jest to jakiś konkretny, innowacyjny sposób treningu, który miałby wyrzeźbić naszą sylwetkę w bardziej efektowny sposób niż zwykłe ćwiczenia. 
No, bo jakby nie było "zwykłe" ćwiczenia = wypalanie mięśni, tak? :)



Znajdź Fitmiracle na facebooku.

wtorek, 20 sierpnia 2013

Trenuj z Savannah. Skakankowe wyzwanie

Kilka dni temu wspominałam, że po roku przerwy zaprzyjaźniłam się na nowo z moją skakanką. Przyjaźń trwa nadal i mam nadzieję, że szybko nie wygaśnie. Poprawianie kondycji z zapachem dzieciństwa w tle to jest to!

O swojej sympatii, pierwszych efektach i plusach skakania pisałam tutaj:

Nie mam pojęcia, dlaczego porzuciłam skakankę na tak długo i to w dodatku będąc zadowoloną z rezultatów płynących z treningów z nią. Tym bardziej cieszę się, że znów wróciła do moich łask.

W nadziei, że uda mi się was zarazić miłością do niej (i szybkich efektów!), przygotowałam krótkie wyzwanie. Taką rozpiskę przetestowałam ostatnio na sobie. Skoki z pierwszych trzech dni służyły mi jako rozgrzewka przed głównym treningiem (który nie zawierał skakanki), a skoki z trzech końcowych wplatałam już w części główne.


To tylko siedem dni, z czego jeden przeznaczony jest na odpoczynek, a gwarantuję, że odczujecie dużą zmianę! Trening ze skakanką jest dosyć intensywny, dlatego może być krótki, a i tak przyniesie zadowalające rezultaty. 1000 podskoków ostatniego dnia powinno zająć wam mniej niż 25 minut (oceniając na oko z własnego doświadczenia), a spalicie przy tym nawet do 250 kcal (w zależności od indywidualnych preferencji).

Myślę, że warto spróbować : ) 
Zachęcam i zapraszam!

Znajdź Fitmiracle na facebooku.

piątek, 16 sierpnia 2013

Podziwiać czy ganić?

Jadąc wczoraj w autobusie, przez okno dostrzegłam biegnącego mężczyznę. Zawsze zwracam uwagę na aktywnych ludzi, a zwłaszcza biegaczy, bo po prostu wzbudzają we mnie ogromną sympatię. Ten pan zainteresował mnie szczególnie. Jego strój niczym nie przypominał typowego ubioru biegającej osoby. Miał na sobie t-shirt, który z całą pewnością nie był przeznaczony stricte do treningów, dosyć szerokie rybaczki w kratę z dużymi kieszeniami po bokach i co najważniejsze - zamiast butów biegowych, zwykłe trampki. W pierwszej chwili miałam wątpliwość czy jest to bieganie dla samego biegania w ramach treningu, czy może zwykła przebieżka typu gonitwy za uciekającym autobusem, ale ostatecznie rozstrzygnęłam, że jest to jednak opcja numer jeden. Odpowiedź znalazłam w technice biegu tego mężczyzny - biegł spokojnie i miarowo, ewidentnie dla przyjemności. Nic nie wskazywało na to, że się gdzieś śpieszy. Poza tym w ręce trzymał butelkę wody. Tu rodzi się moje pytanie... 


Podziwiać takich ludzi i chwalić za to, że nie szukają wymówek (w tym przypadku brak odpowiedniego stroju) czy ganić za popełnianie podstawowych błędów (jak wiemy, bieganie w nieodpowiednich butach może nam zrobić wielką krzywdę)?


Znajdź Fitmiracle na FACEBOOKU.

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Wyzwanie BURPEE - pierwszy etap zakończony z progresem

Moje wyzwania są nieco inne niż te, które najczęściej pojawiają się na fitblogach. Nie kręci mnie uczepianie się jednego ćwiczenia i wałkowanie go każdego dnia przez miesiąc zmieniając tylko liczbę powtórzeń. Nuda, nuda i jeszcze raz nuda, a co więcej - zazwyczaj marne (nie mówię, że zerowe) rezultaty czy to kondycyjne, czy wizualne. Dlatego jeśli już mam opierać wyzwanie na jednym ćwiczeniu, wolę zadbać o jakieś urozmaicenia.


Wyzwanie BURPEE 
Głównym celem jest 50 burpee'ków w przyzwoitym czasie.  

Ponad miesiąc temu przetestowałam swoją kondycję i okazało się, że bez wyplucia płuc jestem w stanie zrobić jedynie 18 burpee'ków. Postanowiłam, że ta liczba będzie stanowiła podstawę pierwszego etapu wyzwania.  Do pracy zabrałam się jednak dopiero po ponad dwóch tygodniach. Zmierzyłam czas - 1:28 na tylko 18 powtórzeń? Słabiutko! Trzeba było koniecznie coś z tym zrobić!

(c) Savannah Grey

Dziś oficjalnie zakończyłam pierwszy etap wyzwania z czasem lepszym o 37 sekund. Nie sądziłam, że tak duży progres jest możliwy po zaledwie sześciu sesjach treningowych. Fakt faktem, od początku sierpnia ćwiczę bardziej intensywnie niż dotychczas (na jeden dzień przypadają zazwyczaj dwa treningi w porywach do trzech), co mogłoby go tłumaczyć, ale i tak jestem naprawdę mile zaskoczona!

Kolejny etap będzie wyglądał bardzo podobnie do pierwszego. Sprawdzę na ile maksymalnie  mnie stać, zmierzę czas i po kilku sesjach treningowych skontroluję wyniki.

(c) Savannah Grey
(c) Savannah Grey

PS. Zaprzyjaźniłam się na nowo z moją skakanką, mimo że ciągle się plącze i działa mi na nerwy.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...