piątek, 21 grudnia 2012

Zrestartowałam swoje życie w dzień końca świata! Dzień Prawdy

O tym, że dziś ma się skończyć świat, pierwszy raz usłyszałam w 2006 roku. Miałam wtedy dwanaście lat i powiem szczerze - byłam przerażona! Jednak z każdym mijającym rokiem moje nastawienie odrobinę się zmieniało. Wystraszony dzieciak stał się kimś, kto w przepowiedni o 21 grudnia 2012 widzi coś głębszego niż dosłowny koniec świata.

Czy nie chodziło po prostu o to, by przekonać się jak to jest tak naprawdę żyć chwilą? Świadomość, że być może za niedługo wszystko się skończy, popychała nas do rzeczy, których normalnie byśmy nigdy nie zrobili ze względu na brak odwagi, czyż nie? A przynajmniej tak było w moim przypadku, z czego bardzo się cieszę!

źródło: soup.io

Postanowiłam, że dzień dzisiejszy będzie ostatnim dniem mojego dotychczasowego życia i zarazem pierwszym całkiem nowego. Po prostu restart. Jednak ci, którzy już zdążyli mnie trochę poznać, powinni wiedzieć, że lubię duże akcje, silne emocje, nowe doświadczenia i wyjątkowe, magiczne momenty. Z tego właśnie powodu 21 grudnia 2012 roku został okrzyknięty Dniem Prawdy.

Każdy z nas chowa w sobie pewne żale, sekrety z przeszłości. Dusimy w sobie uczucia przez lata, bo nie mamy odwagi mówić o nich głośno - nawet jeśli wcale nie są negatywne - z różnych przyczyn, ale tak naprawdę jaki w tym sens? Za dużo rozmyślamy o konsekwencjach, zamiast po prostu działać. Dlatego główną idea dzisiejszego dnia było zdanie:
 "Gdyby świat dziś miał się naprawdę skończyć, chciałabym, żebyś wiedział(a), że...".

Wyrzuciłam z siebie mnóstwo złych, jak i dobrych emocji, które siedziały we mnie od bardzo dawna, ale bałam się reakcji ludzi, z którymi były one związane. Wyjaśniłam parę nieporozumień, pogodziłam się z pewnymi osobami, z którymi byłam skłócona przez lata, dowiedziałam się o kilku interesujących faktach z przeszłości, o których nie miałam pojęcia tylko dlatego, że... bałam się mówić o swoich uczuciach i skrywałam wszystko w sobie.

Poza tym to jest coś niesamowitego! Nie byłam świadoma, jak wielki ciężar noszę ze sobą codziennie. Naprawdę ogromny kamień spadł mi z serca i teraz czuję się lekka jak piórko. Oczyszczona atmosfera, rozwiązane spory z przeszłości. Szczerze polecam. Każdy dzień jest dobry na odrobinę szczerości. Wszystko, czego potrzebujecie to pięć sekund odwagi. Nie kalkulujcie. Nie zastanawiajcie się, jak zareaguje dana osoba lub co stanie się później. Po prostu wyrzućcie z siebie to, co w was siedzi. Zaufajcie mi, będziecie zaskoczeni, jak wszystko nagle się zmieni.

Nauczyłam się dziś, że nie ma sensu ukrywać swoich uczuć. Dzięki dzisiejszemu wyjawianiu prawdy, dowiedziałam się, że mnóstwo spraw mogłoby się skończyć całkowicie inaczej - często lepiej - niż się rzeczywiście skończyły, gdybym tylko miała odwagę powiedzieć, co naprawdę sądzę. Wartościowa lekcja życia. Teraz mogę spokojnie ruszać z czystym sumieniem w dalszą podróż... 

piątek, 7 grudnia 2012

Rewolucję czas zacząć! Wskazówki dla początkujących cz. I

Wszyscy doskonale wiedzą, że najtrudniejsze są początki. Kiedy mamy styczność z czymś dla nas nowym, często nie wiemy nawet od czego zacząć. Jednak dobre chęci to już połowa sukcesu. Zmiana trybu życia na zdrowszy zawsze jest świetnym pomysłem. Nie jestem w stanie wymyślić ani jednego negatywnego aspektu, który mógłby temu towarzyszyć. Z prostej przyczyny - bo ich po prostu nie ma! 

Cel: zdrowie, ładna sylwetka, dobra kondycja i wielki uśmiech na twarzy!

Minimum 5 posiłków dziennie
Nieważne, czy chcesz schudnąć parę kilogramów, czy po prostu zmienić swój tryb życia. Minimum pięć posiłków dziennie w dosyć równych odstępach czasu to podstawa. Każdy z nich powinien składać się z białka, węglowodanów i tłuszczy (śniadanie - przewaga węglowodanów, kolacja - przewaga białka). Nie najadaj się do syta. Najlepszym momentem, by odejść od stołu jest ten, w którym czujesz, że możesz jeszcze trochę zjeść. Informacja o pełnym żołądku dociera do mózgu dopiero po 10 minutach. Zachowanie równych odstępów czasowych między jednym a drugim posiłkiem jest ważne dlatego, że wpływa na szybkość metabolizmu. Organizm przyzwyczaja się do własnego zegara i łatwiej mu rozplanować pożytkowanie energii uzyskanej z ostatniego posiłku, ponieważ wie, ile dokładnie będzie musiał czekać, by dostać kolejny.

Woda, herbata, kawa
Nie jest żadną tajemnicą, żeby powinno się dziennie wypić przynajmniej dwa litry niegazowanej wody. Dlaczego właśnie niegazowanej? Dwutlenek węgla (zawarty w wodzie gazowanej) musi zostać wydalony przez organizm - im mniej go sobie dostarczamy, tym lepiej dla nas. Poza tym powoduje wzdęcia. Zdecydowanie odradzam wszelkie napoje słodzone, oranżady i tego typu płyny. Są przesiąknięte chemią i pustymi kaloriami, nie mają żadnej wartości dla organizmu. Sprawa wygląda inaczej, jeśli chodzi o soki - ten naturalne, bez konserwantów i sztucznych słodzików to dobry wybór, jednak trzeba bardzo uważać. Najlepszym rozwiązaniem jest zakup sokowirówki i przyrządzanie sobie takich soków samodzielnie. Herbata i kawa nie mają kalorii. Kawa przyśpiesza metabolizm. Wiadomo, że wypłukuje z organizmu magnez dlatego osoby, które piją więcej niż jeden kubek kawy dziennie, powinny szczególnie zadbać o to, by w ich diecie pojawiły się produkty bogate w ten pierwiastek. Co do herbaty, polecam czerwoną - zaraz po treningu, ponieważ przyśpiesza i wydłuża proces spalania tłuszczu oraz zieloną - najlepiej rano do śniadania, ponieważ działa pobudzająco na metabolizm.

RADA #1: Masz problem z wypijaniem odpowiedniej ilości wody dziennie, bo po prostu nie odczuwasz pragnienia zbyt często? Miej butelkę wody zawsze przy sobie, w zasięgu swojego wzroku. Oglądasz telewizję w salonie? Postaw na stole przed sobą wodę. Odrabiasz zadanie domowe przy biurku? Niech towarzyszy ci przy tym butelka wody. Idziesz na spacer? Weź małą butelkę wody do torebki. Za każdym razem, kiedy na nią spojrzysz lub o niej pomyślisz, wypij kilka łyków nawet jeśli nie masz na to ochoty.

RADA #2: Nie przepadasz za smakiem wody? Dodaj świeżo wyciśniętego soku z cytryny! Otrzymasz naturalną wodę smakową, a dodatkowo zadziałasz na swój metabolizm - sok z cytryny (jak zresztą wszystkie cytrusy) znacznie go przyśpiesza.

RADA #3: Zaraz po przebudzeniu wypij szklankę zimnej wody (im więcej tym lepiej). Przyśpieszy to metabolizm nawet do trzech następnych godziny.

RADA #4: Nie jesteś w stanie odzwyczaić się od słodzenia herbaty; gorzka po prostu ci nie smakuje? Zamień biały cukier na cukier trzcinowy! Dobrą opcją jest również stewia lub ksylitol.

Im mniej przetworzona żywność, tym lepsza
Główna zasada zdrowego odżywiania mówi o tym, by zawsze wybierać jak najbardziej naturalne produkty. Dlatego przykładowo lepiej kupić świeże warzywa niż mrożonkę z supermarketu. Ananas z puszki zawsze będzie gorszym wyborem niż świeży ananas ze stoiska targowego. Trzeba nauczyć się dostrzegać różnicę.

Twój metabolizm przyśpieszą np:
- pieprz
- papryka
- cytrusy

Nie podjadaj!
Między śniadaniem a drugim śniadaniem nie ma miejsca na małą przekąskę tak samo, jak między obiadem a podwieczorkiem czy jakąkolwiek inną parą posiłków. Układ pokarmowy potrzebuje przerw w dostarczaniu pokarmu (najlepiej nie większych niż 3 i pół godziny) - wtedy jego wydajność pracy rośnie i wszystko działa tak, jak należy.


czwartek, 6 grudnia 2012

Moderation thing - porzuć twarde zakazy i nakazy, uwierz w umiar

To może zabrzmi śmiesznie, ale zawsze mam problem z zapamiętaniem znaczenia słówka moderation. Oczywiście, doskonale wiem, co symbolizuje i mogłabym bez zastanowienia wygłosić cały elaborat na temat, który jest z nim związany. Problem tkwi raczej w jego polskim odpowiedniku. Nie jestem w stanie zapamiętać, że na moderation po polsku mówimy umiar. Stąd właśnie tytuł dzisiejszego posta.

              Moderation thing, czyli sprawa umiaru.              
Uświadomienie sobie istoty umiaru jest tak samo ważne, jak motywacja, determinacja i dobry plan działania. Chciałabym się dziś z wami podzielić moimi wnioskami, do których doszłam na przestrzeni kilku ostatnich lat. Są bardzo proste, jednak z czystym sercem mogę powiedzieć, że znacznie ułatwiają życie i dążenie do każdego celu. Być może niektórzy powiedzą, że Ameryki nie odkryłam, ale wiem, że jest jeszcze mnóstwo osób, które utrudniają sobie wszystko nieświadomie właśnie dlatego, że nie poznały jeszcze magii umiaru.



Umiar (można też powiedzieć moderacja) według mnie polega głównie na słuchaniu własnego ciała. Wiele z nas - czy to te, które się odchudzają, czy te które starają się po prostu zdrowo odżywiać - boryka się z problemem zachcianek. Coś słodkiego, jakiś fast food czy cokolwiek innego, co nie do końca wpisuje się w wizję diety, którą chciałybyśmy utrzymywać. Trzeba mieć bardzo silną wolę, by się temu nie poddać. Co najczęściej dzieje się, kiedy jednak dajemy skusić się na coś nieplanowanego? Odpuszczamy sobie całkowicie i zaczyna się dramat - do końca dnia cały nasz jadłospis wygląda, jak śmietnik, "bo skoro już zawaliłam, to po co się dalej starać", prawda? To takie ludzkie.

Kochane! Jeden niezdrowy posiłek nie sprawi, że nagle zaprzepaścicie wszystko to, co do tej pory osiągnęłyście tak samo, jak jeden wartościowy posiłek nie sprawi, że od razu staniecie się zdrowe i szczupłe! Proces w każdą z tych stron jest bardzo praco- i czasochłonny. (Wbrew pozorom na zniszczenie swojego organizmu i przybranie na wadze też trzeba się napracować.)
Sęk w tym, by takie jednorazowe wpadki nie zdarzały się nam za często!

RADA: Nie oceniajcie dnia całościowo pod względem udanego czy nieudanego jadłospisu. Na tapetę bierzcie po jednym posiłku. Rano nie martwcie się, co będzie na obiad - skupcie się na śniadaniu. A kiedy nadejdzie pora obiadowa, najważniejszy niech będzie obiad i nic poza nim. Kiedy przykładowo podwieczorek nie będzie dokładnie taki, jaki byście chcieli, żeby był - trudno, zostawcie to za sobą i skierujcie swoje oczy na kolację. Nieodpowiedni podwieczorek nie upoważnia do zmarnowania świetnej okazji na wartościową kolację. 

Nie ma nic złego w słodyczach, jeśli - uwaga - nie zapomnimy o umiarze! Masz ochotę na czekoladę mimo, że starasz się schudnąć? Bez obaw pozwól sobie na kawałek, ale podkreślam: na kawałek i nie codziennie. Świat się nie zawali, Twoja dieta też nie będzie zrujnowana. Nie przesadzajmy. To nic takiego, a przecież wszystko jest dla ludzi. Spójrzcie, co na ten temat sądzi Miranda Kerr...
źródło: tumblr.com
! Jeśli narzucimy sobie twarde zakazy i nakazy, których bezzwłocznie musimy przestrzegać, wszystko obróci się przeciwko nam. Nagle zakazany owoc będzie kusił dwa razy bardziej niż przed ustaleniem tych surowych zasad. Dlatego czasem lepiej wychodzimy na lekkim poskromieniu naszej ambicji i założeniu, że jesteśmy tylko ludźmi, więc małe wpadki pewnie się pojawią i nie ma w tym nic złego. 

Osobiście porzuciłam rygorystyczne planowanie swojego każdego ruchu, każdego składnika pojawiającego się w moich posiłkach. Pozwalam sobie na słodycze, czasem na alkohol, a nawet fast food i wiecie, co? To w żaden sposób nie wpływa na moje wyniki na treningach czy wygląd mojego ciała z prostej przyczyny - nie zdarza się to często, kontroluję porcje, respektuję zasadę umiaru. Dodatkowo taka postawa trzyma mnie z daleka od napadów zachcianek w nieoczekiwanych momentach, a kiedy już się jakaś zdarzy - łatwiej ją poskromić. Poza tym jeśli odpuścimy sobie rygor, wszystko staje się o wiele bardziej przyjemne. : ) 

sobota, 1 grudnia 2012

Witaj grudniu! + tabelki (nie tylko) treningowe

No i mamy grudzień! Wow, niewiarygodne, jak ten rok szybko minął. Czuję, jakbym dopiero co układała listę postanowień noworocznych, a tu właściwie już nadszedł czas podsumowań, ale o tym dopiero za 30 dni. 

Tak, jak wspominałam wcześniej, stworzyłam sobie podobne tabelki jak na listopad, jednak wprowadziłam pewne modyfikacje. 
Pierwsza tabelka: jest to zwykły kalendarzyk. Dzień skreślony zielonym krzyżykiem to dzień udany, czerwonym - już mniej. Jako główne kryterium będę obierała tutaj mój jadłospis; stąd dni świąteczne zaznaczone są pogrubieniem, bo nawet jeśli postawię tam czerwony krzyżyk, nie będę się specjalnie przejmować. Nie szalejmy, a wyobraźcie sobie tą satysfakcję, kiedy mimo wszystko pojawi się krzyżyk zielony. 
Druga tabelka: w tamtym roku moim postanowieniem adwentowym było 100 brzuszków dziennie. Pamiętam, że była to naprawdę świetna sprawa. Mała rzecz, a pomogła mi wzmocnić siłę woli i systematyczność. Poza tym moje mięśnie brzucha tylko na tym skorzystały! Dlatego w tym roku powtórka, jednak w skali całego miesiąca, nie tylko adwentu. (Nadmienię tu tylko, że identyczną tabelkę mam w związku z książkami. Chciałabym wypracować w sobie przez ten miesiąc "uzależnienie" od czytania książek minimum przez godzinę dziennie.)
Trzecia tabelka: to modyfikacja treningowej tabelki z listopada. Nie wszystkie moje treningi odbywają się pomocy jakichś przyrządów. Po prostu czasem lubię postawić na samą metodę Grey albo gotowe treningi z filmików na youtube. Tabelka z listopada zakładała 8 przyrządów na tydzień, co oznaczało, że przynajmniej w dwa dni musiałabym łączyć dwa przyrządy plus do każdego innego treningu dodawać przynajmniej jeden, wtedy miałabym jeden dzień w tygodniu na regenerację. Zdecydowanie ZA DUŻO przyrządów. Dlatego w grudniu system nieco się zmienił. Jeden przyrząd ma się pojawić minimum trzy razy w tym miesiącu i nieważne, w którym tygodniu.
Wypadałoby też zacząć ograniczać słodycze, bo ostatnio zauważyłam, że pozwalam sobie na zbyt wiele. Nie organizuję żadnej akcji z odliczaniem dni i tak dalej, bo wiem, że już za sześć dni w mikołajki na pewno sobie nie odmówię. Powiedzmy, że potrzebuję ostatnio wspomagania endorfinowego w każdym z możliwych sposobów, bo moje problemy osobiste ciągle trwają, końca nie widać i powoli zaczynam wysiadać... ale mniejsza z tym. 
Trzeba wziąć się w garść i iść do przodu.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...