poniedziałek, 26 listopada 2012

Zdrowe odżywianie kwestią szacunku do samego siebie

Nieustannie słyszę komentarze typu: "Ja to bym tak nie mógł(a) ciągle uważać na to, co jem. Zajmuje to za dużo czasu. Poza tym niezdrowe jedzenie jest takie pyszne!", kiedy zostaję przykładowo przyłapana na pałaszowaniu zdrowego, drugiego śniadania w szkole albo w momencie, kiedy w toku zwykłej rozmowy zdarzy mi się nieświadomie wtrącić coś na temat healthy lifestyl'u. 
Rozumiem, że zdrowy tryb życia nie musi być wielką pasją każdego człowieka na ziemi tak, jak jest moją, ale niezbędne minimum to moim zdaniem poniekąd obowiązek. Chociażby dlatego, że tu przecież chodzi o nasz organizm, ciało, zdrowie, a więc o jakość i długość naszego życia. Tak naprawdę to jest kwestia szacunku do samego siebie, czyż nie? Nasze ciało to świątynia, dom, w którym będziemy mieszkać do końca naszych dni. Czy to nie wystarczający powód do tego, by traktować je należycie i z największą troską? Jesteśmy tym, czym się żywimy. Nasz żołądek to z pewnością nie kosz na śmieci. 

Zdrowa żywność sprawia, że jesteśmy
silniejsi, piękniejsi, szczęśliwsi, mniej podatni na choroby, mamy więcej energii.

Szczerze powiedziawszy osobiście nie widzę różnicy w ilości czasu, którą poświęcam na dbanie o zdrowy jadłospis a wcześniejszym po prostu braniem tego, co było pod ręką (zazwyczaj średnio zdrowe produkty). Poza tym moim zdaniem nie ma nic pyszniejszego niż pożywny, dobrze skomponowany, kolorowy posiłek! Żaden fast food nie jest w stanie mu dorównać!
No i najważniejsze: zdrowy tryb życia daje mega satysfakcję!

niedziela, 4 listopada 2012

Plan treningowy na listopad; tabelki

Postanowiłam podejść do listopada na poważnie. Bez określonego planu wiem, że byłoby mi ciężej. Znacznie częściej bym odpuszczała i skończyłoby się to tak, że kolejny miesiąc poszedłby na zmarnowanie. W ogóle, co tu dużo mówić! Każdy doskonale wie, o co chodzi.

Korzystając z wolnego, niedzielnego popołudnia przygotowałam sobie takie śmieszne tabelki. 
Jeden kwadracik (albo prostokąt) to jedna sesja (tak to nazwijmy) z danym przyrządem. Czyli na tydzień powinnam dwa razy poćwiczyć z hantlami, dwa na stepperze, raz pojeździć na rowerze stacjonarnym, raz poskakać na skakance i dwa razy kręcić hula hopem. Wyjątkiem jest ostatni tydzień, z którego odpada sobota i niedziela (tak akurat się miesiąc kończy), więc jest krótszy, co równoznaczne jest z tym, że jest mniej czasu na treningi. Jak łatwo zauważyć, kratek na tydzień jest więcej niż w ogóle dni w tygodniu. Wynika to z faktu, że sesje mogą być łączone to znaczy, że jeden trening może składać się przykładowo z hantli i hula hopu albo i nawet z połączenia wszystkich wymienionych w tabeli przyrządów. Nie ma narzuconego czasu, ile dokładnie na każdą sesję jednorazowo powinnam poświęcić.

Obiecałam też sobie, że w tym miesiącu zrobię kolejne podejście do A6W. Do końca miesiąca mamy 27 dni (łącznie z dzisiejszym), więc w listopadzie mogę zaliczyć 27 z 42 dni całego Weidera, czyli zdecydowaną większość. W sumie mogłabym odhaczyć już pierwszy kwadracik, bo pierwszy dzień A6W już za mną, ale nie chciałam mieszać. Puste tabelki na start to puste tabelki.

Pod koniec miesiąca zamieszczę na tyle wypełnione tabelki na ile mi się uda. Jestem strasznie ciekawa, czy zawiodę i zostanie więcej pustych kratek, czy wręcz przeciwnie. Jak na razie motywację mam ogromną. Oby nie spadła.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...